6 Minut czytania
ikona
ikona

Harcerska Poczta Polowa. Historia, która zaczyna się tuż obok nas.

Przy ulicy Tynieckiej 26, kilka kroków od naszej fundacji, w 1944 roku działał oddział Harcerskiej Poczty Polowej na Mokotów. Obsługiwało go około dwudziestu Zawiszaków, najmłodszych harcerzy Szarych Szeregów, w wieku 12 do 15 lat. Nadzór nad oddziałem sprawował hm. B. Szatyński ps. „Olgierd”. Punkt działał aż do 20 września 1944 roku, później przeniesiony na ulicę Krasickiego 29. Dziś na budynku przy Tynieckiej wisi tablica pamiątkowa.

Chłopcy nazywani byli roznosicielami nadziei. Codziennie rano stawali do apelu, odbierali torby pełne listów i przemykali między ruinami, piwnicami i kanałami, często pod ostrzałem, żeby dostarczyć wiadomość od matki, informację o rannym synu, prośbę o opiekę nad dzieckiem. Listy nie mogły przekraczać 25 słów i podlegały cenzurze wojskowej. Mimo to docierały z zaskakującą sprawnością, nawet dwa razy dziennie, a do dzielnic odciętych przez Niemców w ciągu 48 godzin.

Najbardziej porusza to, co wydarzyło się już po wojnie. W lutym 1945 roku żona żołnierza AK Stanisława Giersa, sama ranna w Powstaniu w obie nogi, szła na spacer ulicą Tyniecką i przy gruzach rozwalonego domu znalazła w błocie i śniegu kilkadziesiąt listów ze stemplami Harcerskiej Poczty Polowej. Prawdopodobnie w toku ciężkich walk harcerze z oddziału musieli nagle opuścić swój punkt i nie zdążyli zabrać całej poczty.

Państwo Giers zebrali listy, oczyścili je z błota i próbowali odnaleźć adresatów. Większość domów była już wtedy zgliszczami, mieszkańcy w obozach albo nieznanego losu. Listy trafiły do szuflady.

Historia wróciła po dwudziestu dwóch latach. Wiosną 1967 roku Jerzy Kasprzak ps. „Albatros”, dziennikarz, który jako czternastolatek sam był listonoszem Harcerskiej Poczty Polowej, opublikował w prasie harcerskiej wspomnienia z tamtych dni. Kilka miesięcy później otrzymał od pana Giersa kilkadziesiąt niedoręczonych listów. Wszystkie z adresami na Mokotów. Wśród nich znalazły się kartki, które przypomniały mu kolegę z drużyny, „Kubę”, schodzącego z wypchaną torbą do kanału w drodze na Mokotów i dni daremnego oczekiwania na jego powrót.

Kasprzak ruszył z torbą starych listów w warszawskie ulice. Pomagali mu dozorcy, prasa, radio. Część adresów była już nieaktualna, część domów spalona, część adresatów zginęła albo wyjechała. Mimo to wiele listów dotarło do rodzin, czasem do samych adresatów, częściej do ich dzieci i wnuków. Akcja opisana została w książce Kasprzaka „Tropami powstańczej przesyłki”.

Dziś, przygotowując się do obchodów rocznicy, warto pamiętać, że ta historia nie jest gdzieś daleko, w podręczniku. Wydarzyła się na naszej ulicy.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Harcerskiej Poczcie Polowej:

Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!
< poprzedni artykuł
0 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 + 18 =

Dziękujemy, zapisałeś się na naszą listę mailingową. Teraz potwierdź zapis w wiadomości, którą dostałeś na maila.
Przejdź do treści